piątek, 17 lutego 2017

Świat rzeźbiony szarością

Przegrzebywałam ostatnio swoje stare biurko i znalazłam teczkę z moimi mniej i bardziej starymi obrazkami w ołówku. Pomyślałam, że smutno im tak samym w szufladzie i może więc coś o nich opowiem. Ułożyłam je w kolejności powstawania. Dziwię się sobie, w jaki sposób pamiętam ową kolejność. Chyba po prostu poprzez włożony w nie wysiłek, przywiązałam się do każdego z nich. Choć na co dzień pokrywa je kurz i choć nie są idealne. Proponuję (jeśli ktoś ciekaw i się nie boi porazić oczu niedociągnięciami z bliska) oglądać rysunki w powiększeniu.
  • Pierwszy obrazek to portret mojego psiaka rysowany ze zdjęcia. Miśka była jeszcze wtedy szczeniaczkiem rasy pinczer miniaturowy. Miniaturkowe ciałko, diaboliczna dusza. 



  • Drugi to mój pluszowy miś. Uwielbiałam jego bluzę z kapturem. Pozował mi w niej na ściennej półce. W sumie to go nadal mam. Tego misia.


  • Potem zapragnęłam stworzyć coś bardziej realistycznego, więc ustawiłam sobie taką kompozycję martwej natury. Nieskromnie powiem, że dzbanuszek mi wyszeeeedł, yeah.


  • Kolejna faza, to zmierzenie się z rysunkiem twarzy. Tutaj jest to moja pierwsza próba. Zawsze tego unikałam, gdyż myślałam, że ludzkie portrety są ponad moje siły. Chyba szału nie ma, bo poprawiłabym co nieco. Obrazek rysowany ze zdjęcia do dowodu mojego członka rodziny na formacie A4. Wielce prawdopodobne, że ktoś mnie kiedyś za to zamorduje, ale póki co...


  • Wokalista zespołu Muse na formacie A3. Gitara zawsze przyprawiała mnie o szybsze bicie serca. zarówno jej dźwięk jak i widok. Zapragnęłam więc ją narysować, ale kiedy nigdzie nie mogłam znaleźć inspirującego zdjęcia, to stwierdziłam, że już trudno - narysuję ją razem z człowiekiem. A że się trafił Matt Bellamy do kompletu, no to cóż.


  • Z cyklu: Gdzieś mi się zapodziała w Halloween. Tutaj zamierzałam zrobić coś hiperrealistycznego. Hue Hue. Nie jest takie hiper jak na to teraz patrzę i palec serdeczny trochę grubawy (pewnie dostał młotkiem) ale lubię ten rysunek. 
                          
                       

  • Poniżej obrazek przerysowywany ze zdjęcia znalezionego w Internecie. Wykonany ołówkiem, węglami i sepią. Ogólnie ptaki większe od gawrona budzą we mnie podziw i majestat (i nie ma w tym zdaniu żadnych podtekstów). Kiedy byłam na Mazurach tak bardzo chciałam zobaczyć orła, że codziennie bolał mnie kark. Coś nawet na horyzoncie widziałam, ale co to było... może mroczki, a może czarny bocian?


  • Kończę niedokończonym rysunkiem Benhofta. Nie pamiętam czemu go nie skończyłam. Szkic wykonałam oczywiście w czasie, gdy miałam fazę na utwory tego artysty. Zwabił mnie swoją gitarą i tym co na niej wyczyniał.

5 komentarzy:

  1. Ja kolejności powstawania prac nie pamiętam, ale za to zawsze pamiętam w jakich okolicznościach praca powstała :D Wszystkie prace bardzo ładne, ale najbardziej urzekł mnie orzeł. Dłoń też wyjątkowo mi się podoba :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ile by się tych prac nie miało, to zawsze coś można o nich powiedzieć. Trochę jak o zdjęciach: "o, a tuuu stałam koło pomnikaaaaa". Wersja obrazkowa: "a tooo rysowałam w zielonych dresaaach i jadłam wtedy jajko z musztardąąą". ;)
      Trochę z przymrużeniem oka, ale jest tak. Jest :)

      Usuń
    2. Haha, dokładnie tak, widzę, że się rozumiemy :D

      Usuń
  2. Śliczne rysunki, zazdroszczę zdolności ;)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw swój komentarz :)