sobota, 27 sierpnia 2016

Liebster Blog Award #1

Ależ się nakręciłam, gdy tylko zobaczyłam, że Ten w okularach nominował mnie do Liebster Blog Award! Fajnie czasem pogrzebać w swojej głowie trochę głębiej, zastanawiając się nad pytaniami. No i nominacja sama w sobie jest miłym doświadczeniem. 
O co w tym wszystkim chodzi?
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 10/11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 10/11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 10/11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował".
A zatem, kto ciekaw moich odpowiedzi, niechaj czyta dalej!



Jaki dźwięk kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Dźwięk trzeszczących pozytywek w kartkach okolicznościowych, takich składanych- jak się je otworzyło, to grały. Nie wiem czy jeszcze takie robią.

► Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?
Najpiękniejszego to chyba nie mam, ale mam wiele pięknych.


► Co cenisz w ludziach?
Na pewno poczucie humoru. I tu przypomniał mi się pewien wierszyk z kalendarzyka z rymowankami: "Poczucie humoru ważne jest wszędzie, w domu, na podwórku, w szkole i w urzędzie". Leci mi to w głowie, jak zacięta płyta teraz. Ależ mnie to denerwuje. Tak jak nieraz wkręci się muzyczka z jakiejś durnej reklamy -_-

► Co Cię w sobie irytuje, a co w sobie lubisz?
Irytuje mnie w sobie, że zamiast żwawo zrobić to co mam do zrobienia i mieć czas wolny, to tak się glamię: glam, glam, glam...
A lubię w sobie to, że się często śmieję. W ogóle lubię się śmiać.

► Czy przyjaciel może być zwierzęciem? (według Ciebie)
A nie? Moja Miśka, póki nie wyjechałam na studia, była moim nieodłącznym kompanem. Wszędzie za mną chodziła i patrzyła co robię, no i też pomagała i włączała się we wszystkie czynności po psowemu, np. trykając coś śnupą. A potem widniały ślady jej nochala tam, gdzie być ich nie powinno.

► Czego oczekujesz od siebie w przyszłości?
Że nie zgubię siebie, że nie zacznę powoli znikać w natłoku różnych dorosłych obowiązków. Że będą umiała sobie odpuścić i wyluzować w celu nakarmienia mózgu pięknem i inspiracją.

► Niespełnione marzenie?
Gra na gitarze! Znaczy taka szaloooona, na scenie rockowej :P
Bo samo marzenie o grze na gitarze spełniłam. Pewnego dnia, jakby mnie ktoś walnął w łeb, stwierdziłam, że niby czemu mam nie zacząć grać właśnie teraz? Przecież nie jestem taka znowu stara, a im dłużej będę zwlekać tym gorzej. Kupiłam więc gitarę akustyczną i naumiałam się z Internetu. Amatorska gra, ale i tak sprawiała mi taką radochę, jakbym była na jakichś pigułkach. Do tej pory zapach drewna gitary to dla mnie jak najpiękniejsze perfumy.

► Jaka rzecz materialna sprawia Ci przyjemność?
Hmmm, może być cappuccino?

► Masz jakąś ulubioną, nieistniejącą postać, a może myślisz, że z jakąś byś się dogadał/a?
Ania z Zielonego Wzgórza!

► Nie znosisz...
Tłoku. Nie lubię jak nie mogę rozwinąć swojego optymalnego tempa, gdy zmierzam do jakiegoś celu, bo co chwilę albo ktoś mi wchodzi w trajektorię chodu, albo se stoi, albo idzie za wolno. I tak zwalniam, przyspieszam, omijam, wyprzedzam, stoję, znowu idę - no można se silnik zatrzeć.

A oto lista moich pytań:
  • Morze czy góry?
  • Najpiękniejsze miejsce w Polsce?
  • Twoja obecnie ulubiona piosenka?
  • Co powiedziałbyś/powiedziałabyś sobie gdybyś cofnął/cofnęła się w czasie o 10 lat?
  • Dlaczego zaczęłaś/zacząłeś pisać bloga?
  • Jak się relaksujesz?
  • Których codziennych obowiązków nie lubisz robić?
  • Jakiej bajki w dzieciństwie się bałeś/aś, a jaką uwielbiałeś/aś?
  • Ulubiona zabawa z dzieciństwa?
  • Masz słabość do...
  • Jak widzisz siebie za 5/10 lat?

I nominowane przeze mnie osoby:
Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi. Zapraszam do zabawy!

środa, 24 sierpnia 2016

Wiatrołomy

W jeszcze wakacyjnym nastroju, coś z leśnych klimatów:



Wiatrołomy
 
Gęsty las,
nigdy tu nie byłam.
Wąska ścieżka,
dobrze, że ją odkryłam.

Było już szaro,
miliony omszonych pni.
Deszczem pachniało,
myślałam, że mi się śni.

Byłam sama,
a jakby nie.
Nigdy nie widziałam
tylu powalonych drzew.

Jeszcze zielone,
w rozpaczliwych pozach,
inne uschnięte,
milczały o swych losach.

Cisza wiatrów
i wszystkiego wokół,
żadnych protestów,
upiorny spokój.

Czułam wtedy coś jak
inny wymiar.
Byłam tam  mała tak
ze swoim "dzisiaj"...


Tak, wieeeeem.  Na zdjęciu nie ma żadnego powalonego drzewa, ale na moim komputerze nie znalazłam bardziej pasującego ujęcia. Akurat wtedy, gdy byłam na spacerze w magicznym "lesie wiatrołomów", jak na złość, nie wzięłam aparatu (a ten na zębach to miałam- noż kurrr!). Pozostało mi wówczas upajanie się atmosferą tajemniczości ;)

P.S Zastanawiałam się jeszcze nad tym zdjęciem - prze se powiększyć :P Jak myślicie, które lepiej pasuje?






niedziela, 21 sierpnia 2016

Statek widmo, czyli o "Mary Celeste"

Uwielbiam słuchać historii z dreszczykiem, a gdy dodatkowo są one na faktach, to fascynują jeszcze bardziej. Mój brat, który interesuje się historią, a także różnymi ciekawostkami, pewnego wieczoru zafundował mi taką opowiastkę o statku widmo. Statki widmo "spodobały" mi się odkąd obejrzałam odcinek Muminków o wyprawie do latarni morskiej. To był mój pierwszy horror w wersji dla dzieci i tak mi przypadł do gustu, że do tej pory lubię ten gatunek filmowy (tylko już w wersji nie dla dzieci :P).

Pechowy statek?

Chodzi o statek Mary Celeste, wybudowany w 1861 r., który wcześniej nosił nazwę Amazon, a który już od początku nie miał szczęścia. Jego pierwszy kapitan  zmarł niedługo po wypłynięciu w pierwszy rejs. Następny dowódca statku zderzył się z kutrem rybackim. Kolejny zderzył się z innym statkiem. W 1856 r. żaglowiec osiadł na mieliźnie w okolicach Key West. Sztorm w 1867 wyrzucił go na brzeg w Nowej Szkocji. A to tylko niektóre z niezbyt szczęśliwych zdarzeń. Wyremontowany w 1868, został przemianowany na Mary Celeste przez nowych właścicieli.

Statek widmo


W 1872 r. statek wypłynął z Nowego Yorku, kierując się do Genui. Na pokładzie było m.in. ok. 1700 beczek spirytusu oraz zapasy żywności na pół roku. Po mniej więcej miesiącu dostrzeżono go w okolicach Gibraltaru przez załogę statku Dei Gratias. Tytułowy bohater miał zwinięte prawie wszystkie żagle (te rozwinięte były nieco poszarpane) i płynął zygzakowato. Ponieważ nikt nie odpowiadał na sygnały wysyłane przez Dei Gratias, kilku ludzi weszło na Mary Celest, aby zobaczyć, co się dzieje. Oprócz wody w międzypokładziu i ładowni, wszystko było raczej w porządku. Natomiast załogi i pasażerów ani widu ani słychu. Nie dostrzeżono żadnych śladów walki. Zastanawiające było to, że część okien w kajutach części rufowej było zabitych płótnem i deskami. Nie było również jednej łodzi ratunkowej, a w miejscu jej przyczepu dostrzeżono dziwne ślady, jakby ktoś odcinał liny tasakiem. Kilka beczek po alkoholu było pustych. Zniknęły również księgi nawigacyjne, chronometr i sekstant. Koło sterowe nie zostało zabezpieczone, jak to się robi, gdy statek ma dryfować. Wygląda na to, że brygantynę opuszczono w pośpiechu, a ona żeglowała potem samotnie przez około 2 tygodnie, przepływając 500 mil, co wnioskujemy z dziennika pokładowego.


Próby wyjaśnienia wydarzeń


Co się stało? Teorii na ten temat jest wiele, natomiast rzeczywista przyczyna zniknięcia załogi pozostaje zagadką. Niektórzy twierdzą, że opito się spirytusem, co wywołało zbiorowe szaleństwo. Jak się potem okazało alkohol ten nie był zdatny do picia bez wcześniejszej obróbki, niemożliwej do przeprowadzenia na pokładzie. 
Drudzy sądzili, że beczki były nieszczelne i wyczuto alkoholowe opary, a w obawie przed eksplozją, ewakuowano się. W obliczu zbliżającego się sztormu ekipa nie miała szans.  
Jeszcze inni, że kucharz był szaleńcem i wszystkich otruł, a następnie opuścił żaglowiec na łodzi ratunkowej, skazując się tym samym na śmierć. 
Istnieje też możliwość,  że przerażono się dostającą się do statku dużą ilością wody. 
Mówiło się nawet o gigantycznej ośmiornicy, która zaatakowała statek, o UFO , również o pechowym fatum.
Istnieje też hipoteza, że kapitani obu statków dogadali się i chcieli podzielić się nagrodą za jego uratowanie. Jednak szacowana nagroda, jaką otrzymaliby ludzie z Dei Gratias,  nie przekraczała jednej piątej wartości opuszczonego ładunku. Zatem teoria dość wątpliwa.
Pojawiła się również relacja rzekomego świadka wydarzeń, ale i ona została obalona. Okazało się potem, że było to tylko fikcyjne opowiadanie pewnego młodego pisarza. 
Najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja z łatwopalnymi oparami alkoholu, ale jak było na prawdę, tego nie wie nikt.

środa, 17 sierpnia 2016

Religijność a siła psychiczna?

Tytułowe pytanie zadałam sobie zainspirowana książką "Jak przestać się martwić i zacząć żyć". Pisałam, że skończyłam Pigułki z tej pozycji. I skończyłam. Spokojnie. Ten post to nie Pigułka, to taka moja refleksja inspirowana.

Zatem czytając powyższe, dowiedziałam się, że dr Carl Jung - jeden z najwybitniejszych psychiatrów, w książce "Człowiek współczesny w poszukiwaniu duszy", pisze, że spośród wszystkich pacjentów, którzy przekroczyli 35 rok życia, udało się wyleczyć tylko tych, którzy odzyskali wiarę. W pierwszej chwili stwierdzenie wydało mi się dość zaskakujące. Czy na prawdę wiara jest warunkiem koniecznym, aby uporać się ze swoimi problemami? No ale skoro Jung popiera to swoim kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, to zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak się dzieje.

Przypomniałam sobie porady Dale Carnegie dotyczące zmartwień. (zob. Pigułki część 1, 2, 3).
Jedną z  opisanych technik radzenia sobie z kłopotami było przemyślenie, co najgorszego może się w danej sytuacji stać i przygotowanie się psychicznie na przyjęcie tego (potem ratować co tylko się da), czyli znów przyjęcie tego, co niebiosa dla nas zaplanowały i ufność. A czy ufność nie pozostaje w sprzeczności z ratowaniem wszystkiego, co tylko się da, jak nam radzi autor? Według mnie nie. Przecież chrześcijaństwo nie pochwala 'wyuczonej bezradności', lenistwa, bezczynności, każe wręcz pomnażać swe talenty.

Autor radzi nam również zająć czymś swe ręce, a przez to i myśli. Dlaczego nie miałaby być to pomoc na rzecz bliźniego, bądź praca, która przyniosłaby korzyści dla lokalnej społeczności? I znów znajduję odpowiednik w religii: "kochaj bliźniego jak siebie samego".

"Miłujcie waszych nieprzyjaciół"- ten przekaz związany z wiarą także znajduje swe odzwierciedlenie w życiu, które chcemy przeżyć bez zmartwień. Carnegie może nie nakłania do miłości do wroga, ale pisze, że nie warto chować urazy i pielęgnować w sobie nienawiści, bo to nas zatruwa. Nie chować urazy, co nie znaczy, że danej osobie znów zaufać. Nikt nas nie namawia do porzucenia rozsądku.

Tyle sama wymyśliłam przez chwilę, kiedy zatrzymałam się nad tekstem. Dalej sam Carnegie wskazuje co takiego daje nam religia.

  1. Modlitwa pomaga nam skonkretyzować w czym tkwi nasz problem poprzez wypowiedzenie go.
  2. Modląc się można mieć poczucie wyrzucenia z siebie problemów, tak jak przy wygadaniu się przyjaciółce lub przyjacielowi.
  3. "Modlitwa jest rodzajem aktywności. Stanowi pierwszy krok do działania", a więc w pewnym stopniu zapewnia nam poczucie odzyskiwania kontroli nad zdarzeniami.

Pisząc tego posta, moim zamiarem nie było jakiekolwiek nawracanie. Daleko mi do tego. Mnie, która kiedyś w obawie przed wizytą duszpasterską uciekła na wycieczkę do Rossmanna :P Za dużo mam wątpliwości, do wielu rzeczy muszę pewnie jeszcze dojrzeć, niektóre mi się nie podobają, a mimo to łapię się na "spekulacjach" dotyczących siły wyższej, która nad nami czuwa. Złapałam się np. kiedyś, gdy wracałam samochodem z rodziną z wakacji. Tata upierał się aby ominąć prom, objeżdżając go z lewej strony. Dyskutując tak którą drogę wybrać, nagle na przedniej szybie rozbił się gołąb nadlatujący z lewej. Niemiło, ale cóż. Gdy skręciliśmy w objazd, kałuże na drodze były tak głębokie, że na masce pojawiły się iskry. Wtedy zapadła decyzja: jednak prom. Potem dowiedzieliśmy się, że na trasie objazdowej był wypadek samochodowy. Przeszły mnie ciary. Przypadek, nie przypadek?

Jak głęboko tkwi w nas potrzeba poczucia, że nie jesteśmy sami, że zdarzeniami rządzi coś więcej niż ślepy los? Dlaczego ludzie w kryzysie wiary lub ateiści, czy też agnostycy mają mniejsze szanse na wyjście z depresji bądź innych problemów?  Próbowałam sobie tu to troszkę wyjaśnić, choć niektórzy pewnie powiedzą, że nie powinno się przykładać rozumu do kwestii Boga.

Rozważania odnoszę do religii chrześcijańskiej. Nie wiem jak to jest z innymi wyznaniami.
Widzicie jeszcze jakieś aspekty, gdzie wiara idzie w parze z korzyścią dla naszego zdrowia?

sobota, 13 sierpnia 2016

Kaczki cię widzą, kaczki cię słyszą...

Dla mieszczuchów co to się podniecają widokiem kaczki, jakby nigdy takowej nie widzieli- czyli dla mnie! 

Kaczka na spacerze:


I więcej kaczek:


'Dobra, żarty się skończyły! W szeregu zbiórka!'
Polecam oglądać zdjęcie w większym rozmiarze, klikając na nie.
Gdyż nie widać jak kaczka mówi :P


'Cco ja tuu...??'
Tutaj również dobrze powiększyć.
Bo nie widać jak gołąb myśli ;)


Jest sobota, bądźcie grzeczni, bo... kaczka PACZY! znaczy patrzy :P

środa, 10 sierpnia 2016

"Jak przestać się martwić i zacząć żyć"- (część 3)

Część trzecia i ostatnia! Nie będę więcej męczyć tematu tej książki, bo co za dużo to niezdrowo przecież. Pamiętajcie, że owe pigułki z książek nie są streszczeniami, tylko wybiórczymi fragmentami, na które zwróciłam większą uwagę.
"Są tysiące ludzi takich jak ona- chorych z powodu 'niewdzięczności' , samotności i zaniedbania. Pragną miłości, tęsknią za nią. Ale jedyny sposób pod słońcem, aby otrzymać miłość, to przestać o nią prosić i zacząć samemu kochać- z nadzieją na wzajemność.
Znamy historie o rodzicach, którzy zgorzknieli i nieustannie podkreślają swe poświęcenie względem dzieci. Stali się tacy, ponieważ nie dostali i nie dostają oznak wdzięczności czy uczucia, takich, jak sobie wyobrazili, jakich oczekują. Czasem nie potrafią sformułować lub zakomunikować, jakich zachowań by sobie życzyli. Czasem też nie chcą tego zrobić, będąc przekonanym, że dzieci powinny się same domyślić. Oczywiście byłoby pięknie, gdyby pociechy same odwdzięczały się w pożądany sposób. Ale wiemy, że życie idealne nie jest. I tak gorycz coraz bardziej zatruwa rodzicielskie serca. Opisana sytuacja nie dotyczy jedynie relacji rodzic- dziecko, może zaistnieć w każdej innej. Co zatem zrobić?
"Jeśli chcemy być szczęśliwi, przestańmy rozmyślać o wdzięczności i niewdzięczności, a zacznijmy dawać dla samej radości dawania."
Pamiętajmy też, że
"Wdzięczność wymaga 'uprawy'. Jeśli więc chcemy, aby nasze dzieci potrafiły okazywać wdzięczność, musimy je tego nauczyć." 
Kolejny cytat wart zapamiętania:
"Martwiłem się bardzo, że nie mam butów, dopóki nie spotkałem na ulicy człowieka bez nóg." 
No cóż, mamy już taką skłonność, że
"Rzadko myślimy o tym co mamy, lecz zawsze o tym,  czego nam brak." 
Nic na to nie poradzimy i myślę nawet, że cecha ta jest konieczna dla naszego rozwoju i postępu cywilizacji, choć zatruwa niejednokrotnie nasze myśli. Inaczej żylibyśmy do tej pory w szałasach, ciesząc się, że mamy co jeść i gdzie przycupnąć. Nie znaczy to, że mamy się poddać tej cesze i ciągle lamentować czego to nie posiadamy.
Weźmy przykład nauczyciela (hmm, ciekawe czemu?), który głowi się jak zdyscyplinować i zmobilizować do pracy ucznia rozrabiakę i nieuka. Jeśli mu powiemy: "Oooo daj spokój, po co się przejmujesz?? Głodujące dzieci w Afryce mają przed sobą dużo gorszą przyszłość niż ten obibok. Wyluzuj!"- OK, tylko wcale to nie znaczy, że nie nie ma problemu i że nie należy szukać jego rozwiązania. Natomiast nie warto czynić z tego tragedii, pamiętajmy o własnym zdrowiu.
To samo tyczy się np. rury, która pękła nam w łazience, czy zepsutego ferrari w garażu. Świat się nie kończy, nie ulegamy zagładzie, gdzieś są inni, którzy mają gorzej, ALE należy się tym zająć.
Zdziebko tutaj usprawiedliwiam, żebyśmy nie popadli z drugiej strony w wyrzuty sumienia, że gdzieś tam tułają się bezdomni,a my grzejemy tyłki w domu i jeszcze doszukujemy się problemów.
Inna sprawa, jeśli marzymy o posiadaniu bursztynowej komnaty. Wtedy trochę lipa :P

A teraz coś co przyda się introwertykom, ale nie tylko.
"Nie ma gorszego nieszczęścia niż pragnienie bycia kimś lub czymś innym, niż wynika to z osobowości i umysłowości danego człowieka."
Dlaczego napisałam, że są to słowa dla introwertyka?  Cóż, ja przez długi czas nie do końca zdawałam sobie sprawę czym jest ekstrawertyzm i introwertyzm, więc podążałam za trendami tego świata, który preferuje szeroko rozumianą przebojowość. Cech "intro" się zazwyczaj nie docenia i czasem traktuje wręcz jako ułomność, którą należy nakierować na właściwe tory. Można sobie wyobrazić jak introwertyk męczy się, próbując sprostać tym standardom. Teraz wiem, że wcale nie musi wysilać się, by być jak najbardziej "ekstra". Ale to temat do dłuższego ględzenia.

Pamiętajmy, że zmęczenie jest przyczyną stresu i zmartwień. Zadbajmy więc o relaks po pracy, a także w przerwach między zadaniami. Podobno już kilkunastominutowa drzemka poprawia naszą efektywność.

No dobrze, a czy wiecie, że nuda jest przyczyną zmęczenia przy pracy umysłowej? Przypomnijcie sobie godziny spędzone na nudnym zebraniu albo na nieciekawej lekcji. Człowiek wychodzi z sali z niewidzialnym garbem na plecach, jakby przerzucił tonę ziemniaków. Aby temu zapobiec warto wykrzesać entuzjazm dla swojej pracy, nawet udawany! (Oł jesss!!! Jak zajebiście, że robię właśnie to, co robię!- np. obierając ziemniaki.) Jedna kobieta, która musiała wypełniać dziesiątki i setki faktur każdego dnia, wymyśliła, że będzie się ścigać sama ze sobą. Codziennie próbowała pobić swój rekord wypełnionych papierów.

A Wy jakie macie pomysły na znudzenie pracą? Czekam na propozycje ;)

sobota, 6 sierpnia 2016

Kiedy skleroza cię dopadnie

Zaczął nam się sierpień. Jakieś parę dni temu. Ci w 'radosnym' wieku szkolnym i ci bardziej strachliwi, mogą już czuć na plecach chłodny oddech szkolnego holu, próbujący zagiąć czasoprzestrzeń i zassać ich,  w przeciągu mrugnięcia okiem, w złociste barwy września. Ja już w tym wieku nie jestem, ale coś mi tam chucha za uchem i z tej okazji przypomniałam sobie pewną sytuację. Zatem dzisiaj będzie anegdota ze szkolnych zeszytów. Albo raczej ze szkolnych ławek. 
Między krzesłami hasająca, niewysoka, szczupła anegdota...
W prawie każdej klasie trafi się dzisiaj dziecko z ADHD. Nam się trafiło dodatkowo wygadane, żeby nie powiedzieć wyszczekane. Oj dawał mi się on nie raz i nie dwa we znaki. Opowiastka nie dotyczy jednak mojej lekcji (wtedy nie byłoby mi tak wesoło). 
Pod koniec roku szkolnego, w okolicach ostatniej rady pedagogicznej każdy patrzy już z przymrużeniem oka na minione akcje, więc w gronie naumiewających,  dowiedzieliśmy się, jak to na jednych zajęciach ów uczeń przechodził samego siebie. Wpadł najnormalniej w świecie w jakiś trans i krążył niczym wolny elektron po sali lekcyjnej, odbijając się od ścian. Pani nauczycielka zirytowana do czerwoności sięgnęła po kolejne narzędzie dyscyplinujące i obwieściła, że dzwoni do rodziców delikwenta. Wyciągnęła telefon i zaczęła wstukiwać coś palcem, kiedy słyszy jak on rzecze: 'Tylko niech pani nie pomyli numeru, bo w tym wieku to skleroza!"
....
Hmmm... uczcijmy to minutą ciszy :P

środa, 3 sierpnia 2016

Nocą

Jeeeeeej, wróciłam! A byłam między innymi tu:


I tuuu:


Ale szaleję-  morze, góry, góry, morze, coś mnie nosi, dobry Boże :P
Może stąd też zrobię jakąś fotorelację, hmmm... Ale nie wiem. Nigdy nie wiadomo czy natchnienie przybędzie na czas ;)

Góry zawsze kojarzyły mi się z pięknie rozgwieżdżonym niebem i choć w tym roku okazji do jego podziwiania było niestety niewiele, to przypomniał mi się mój stary wiersz. Wiersz, który nie podobał się nikomu oprócz mnie :D Cóż za skromność.

Nocą

Niemy błysk, oka rzut
wiem... to krzyk
piękna śmierć, w oczach żal
tak... to już
powiew wiatru, zapach snu
Łabędzia cień, utrata tchu
... nietoperzy dzikich wrzask
Niedźwiedzica lekko drży
a Wolarzem jej dziś my.
..............................
Czyż piękniejsza jest od dnia?
kiedy noc przychodzi po mnie... ja gnam


Kiedyś tak się zafiksowałam na punkcie oglądania gwiazd, że postanowiłam je sfotografować. Łał. Nie wiedziałam w co celuję ani nic, ale coś tam wyszło. Kawałek dachu też się załapał. Jeśli ktoś coś tam dojrzy, to oto ono:


Pora dosyć późna, więc kto ma możliwość niechaj spojrzy w niebo. Kto wie, może akurat dostrzeże spadającą gwiazdę?