środa, 27 lipca 2016

Wyspa Sobieszewska


Ów widoczek pochodzi z Wyspy Sobieszewskiej, niedaleko ujścia Wisły do morza. Tak, właśnie stamtąd niedawno wróciłam. Chciałabym podzielić się tutaj z Wami migawkami z wyprawy. No to jedziemy!

Każdy dzień trzeba dobrze zacząć, zatem... napijmy się herbaty! Najlepiej od razu cały słoik. A co tam! Organizm należy przecież dobrze nawadniać. Czy widzicie ten blask bijący ze środka? To jej magiczna moc :P
A tak serio to lubiłam sobie po prostu zrobić rano zapas herbaty.
P.S Kanapki też są z rana bardzo ważne :P
Tuż po śniadaniu pierwszego dnia, zorientowałam się, że nie zabrałam ze sobą, uwaga, uwaga.... góry od kostiumu kąpielowego! Tak, to jest zdecydowanie ta rzecz, której można zapomnieć spakować nad morze.

Napici i najedzeni wychodzimy kierując się, wiadomo, nad wodę. Droga wiedzie przez las. Kto by pomyślał, że można przyjechać nad morze aby chodzić. A można! (Nie no, zdaję sobie sprawę, że oprócz fanów smażingu i plażingu są również fani nordic- walkingu). Na dowód, proszę bardzo, leśne znaki:



Gdy dosyć mamy chodzenia, wychodzimy na plażę tędy:



Albo tędy...:


A tam możemy spotkać:






Albo znaleźć...






Każdy kto widział to zdjęcie, doradzał mi abym obcięła zieloniastą część. Mimo, że faktycznie przyciąga uwagę na pierwszy plan zamiast na zamyśloną mewę, to jakoś nie chciałam. A co tam, nie będę zabierać czytelnikowi okazji do zobaczenia tego czegoś, co przypomina mi wyciągniętą taśmę z kasety magnetofonowej.

Traktorem po plaży: 

Podczas jednego z plażowych spacerów przyplątał się on. Zapewne się zgubił. Nazwałam go Pompon na potrzebę jednospacerowej relacji :P , gdyż gdy biegł pełną parą, wyglądał jak rozwiany pompon cheerleaderki.





Wędrując tak w kierunku ujścia Wisły, trafiamy na rezerwat przyrody oznaczony w ten sposób:




Wyjaśnię teraz zagadkę dlaczego niektóre zdjęcia są czarno białe. Otóż nie był to wcale żaden zamysł artystyczny. Nie, nie. Po prostu robiłam zdjęcia smartfonem, a na plaży świeciło ostre słońce i przez przypadek włączyłam tę opcję. Oczywiście nic nie skumałam, dopóki nie obejrzałam zdjęć w pomieszczeniu, bo... słońce.

Jest środek sezonu wakacyjnego, więc może ktoś odwiedzi jeszcze opisane miejsce? A może ktoś z Was już tam postawił swą stopę? Na zachętę powiem jeszcze, że jest to jedno z niewielu miejsc na Wybrzeżu, gdzie można nazbierać sporo bursztynu. Ja kiedyś przywoziłam stamtąd całe słoiki, teraz już znudziło mi się zbieranie ;)

sobota, 23 lipca 2016

"Jak przestać się martwić i zacząć żyć"- (część 2)

Przed Wami porcja kolejnych cytatów z książki Dale'a Carnegie, które do mnie przemawiają. Mam nadzieję, że przemówią także do kogoś z Was lub skłonią do zgłębienia lektury.
Na początek coś o martwieniu się tzw. pierdołami, które jednakowoż nie raz zatruwają nam myśli.

"Nie pozwólmy, by martwiły nas drobiazgi, którymi nie powinniśmy w ogóle zaprzątać sobie głowy. Życie jest za krótkie aby było małe."

"Przyjrzyjmy się faktom, Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: 'Na ile prawdopodobne jest, że to, czym się martwię, kiedykolwiek się wydarzy?' "

Na poważniejsze kłopoty zacytowany w książce William James:

"Przyjmij to, co jest. Akceptacja tego, co się stało, jest pierwszym krokiem do pokonania skutków wszelkich niepowodzeń."

Oraz Walt Whitman:

"Och, znosić noce, burze, głód,
Szyderstwo, wypadki i niepowodzenia, jak znoszą je

drzewa i zwierzęta" 

Autor komentuje te słowa następująco:

"Spędziłem 12 lat pracując jako pastuch. I nigdy nie widziałem, aby jakaś krowa dostała gorączki, bo trawa wyschła z braku deszczu, pada deszcz ze śniegiem albo dlatego, że byk za bardzo interesuje się inną krową."

Tak, zdecydowanie ten cytat z krową najbardziej chyba z całej książki zapadł mi w pamięć. Och, mózgu mój, szalony...

Następnie Carnegie cytuje rymowankę dla dzieci, ale jakże pouczającą:

"Na każdy kłopot jaki nosi Ziemia,
Albo jest lekarstwo, albo też go nie ma.
Jeśli jest- spróbuj je odnaleźć.
Jeśli nie ma- nie myśl o tym wcale."

Przypomnijmy sobie, co autor próbował nam przekazać na temat traktowania przeszłości.Odnosząc się do znanego cytatu- nie płaczmy nad rozlanym mlekiem, bo:

"Mleka już nie ma- spłynęło do rur kanalizacyjnych. Ani wyrywanie włosów z głowy, ani największa rozpacz nie zdoła go już stamtąd wydobyć i uratować."

Z książki dowiedziałam się też, że Szekspir mawiał:

"Mądry człowiek nie opłakuje przegranej, lecz żywo szuka sposobu, jak wyleczyć odniesione rany."

Wiemy też już trochę o tym, jak dużą siłę mają nasze myśli. Idąc za Miltonem:

"Sam tylko umysł swoją siłą
Może uczynić niebo z Piekła i piekło z Nieba."

Kolejne fragmenty warte wtłoczenia do głowy:

"Nic nie przyniesie ci zadowolenia, jeśli nie postarasz się o nie sam."

"Człowieka nie rani to, co się dzieje, lecz jego opinia na ten temat."

Bernard  Brauch powiedział:

"Żaden człowiek nie jest zdolny mnie poniżyć ani wyprowadzić z równowagi. Po prostu nikomu na to nie pozwalam."

A oto modlitwa Siuksów:

"O, Wielki Duchu, powstrzymaj, mnie przed krytyką i oceną drugiego człowieka, zanim nie przechodzę dwóch tygodni w jego mokasynach." 

Fajnie by było, gdyby każdy przypomniał sobie te słowa zanim kogoś oceni z boku lub co gorsza obgada za plecami. Podam przykład bardzo uproszczony, ale fajnie pokazuje jak coś nie zawsze jest tym na co wygląda. Otóż był dzień, gdy chyba z dziesięć razy wychodziłam i wracałam do mieszkania na drugim piętrze. Nie za wysoko, ale gdy obróciłam już któryś raz, w ciężkiej zimowej kurtce, zmachana i z ciężkimi dwiema reklamówkami z zakupami, stwierdziłam, że pojadę windą, bo inaczej wyzionę chyba ducha. Jechały ze mną dwie dziewczyny. Gdy wysiadłam z windy i przeszłam z pięć kroków, usłyszałam za sobą "Seeerioooo??", wyrażające zdziwienie  i pogardę, że musiałam aż windą wjechać na tak niski poziom. No cóż, łatwo tak kogoś podsumować.

Gdyby ktoś chciał się zapoznać z pierwszą częścią notki lub przypomnieć ją sobie to niechaj klika tu: "Jak przestać się martwić i zacząć żyć"- (część 1).
A tutaj część trzecia i ostatnia: "Jak przestać się martwić i zacząć żyć"- (część 3).

wtorek, 19 lipca 2016

Zaspać, tylko odwrotnie

O tym jak zdarzało mi się zaspać, nie będę pisać. W końcu nie jednemu, nie raz się zdarzyło.
Pracuję w szkole więc czasem mam na ósmą, czasem na ósmą pięćdziesiąt pięć albo nawet na 'trzecią lekcyjną'.  Jeżdżę tramwajami i na przystanku mijają mnie znajome twarze uczniów. Kilku. Nie aż tak wielu. Pewnego dnia jechałam zamyślona. Przemknęło mi przez myśl, że nikt znajomy nie jedzie. OK. Wysiadłam i znów myśl, że nikogo. Nagle... oświecenie! Przecież miałam dziś na drugą godzinę lekcyjną, a przyjechałam sobie na ósmą. Ale to był ból! Ja osoba, która ma problemy ze wstawaniem, wstała o godzinę za wcześnie i zupełnie bez sensu. No.
Historia (nie)śmieszna, z akcentem na 'nie' :P

sobota, 16 lipca 2016

Jak przestać się martwić i zacząć żyć- (część 1)

Już drugi raz czytam książkę Dale'a Carnegie o tym, jak się nie martwić. Sam autor podkreśla, że do tego typu lektur należy co jakiś czas wracać w celu przypomnienia. W końcu zmartwienia, jak natrętne muchy, kołują nad naszymi głowami- co je odgonimy, to wracają. Nie pozwólmy im na to!
Oczywiście w teorii każdy wie, że nie należy się martwić na zapas, nie robić z igły wideł, nie płakać nad rozlanym mlekiem, natomiast praktyka pokazuje, że nie jest to takie łatwe.
"Problem polega więc nie na braku wiedzy, lecz postępowaniu niezgodnym z nią".

Spodobała mi się zacytowana w książce wypowiedź filozofa Montaigne'a:

"Moje życie pełne było straszliwych niepowodzeń, z których większość nigdy nie miała miejsca".

Znajome? Hahahaha! Ja mam pełno takich 'niepowodzeń' w życiu. Pamiętam jak np, strasznie się zamartwiałam po hospitacji mojej lekcji przez panią dyrektor. Zamartwiałam? Ja byłam załamana! Uważałam, że kompletnie położyłam te zajęcia. Na rozmowie pohospitacyjnej okazało się, że wcale nie było tak źle. Niepotrzebnie więc zmarnowałam swoją energię...

"Zamknij żelazne grodzie oddzielające cię od przeszłości i przyszłości. Żyj tu i teraz." 

Nie odkładajmy zatem życia na później, ani nie zamartwiajmy się przyszłością. Nie zamartwiajmy, ale o nią zadbajmy. Jeśli nie zadbamy o nią DZIŚ, to faktycznie może być kiepska. A że nie należy lamentować nad przeszłością, to chyba jasne- cóż... co się stało, to się przecież nie odstanie.

" Kiedy mamy zmartwienie , myśli są rozbiegane i nie potrafimy podjąć decyzji. Jeśli jednak zaakceptujemy najgorsze rozwiązanie- weźmiemy wyobraźnię w karby, co pozwoli nam skoncentrować się na problemie". A zatem "Kiedy dopadną cię kłopoty- takie przez duże K- wypróbuj magiczną formułę:

  1. Przemyśl, jakie mogą być najgorsze konsekwencje tego, co się wydarzyło.
  2. Przygotuj się psychicznie na ich przyjęcie.
  3. Potem spokojnie próbuj to, co tylko się da, ocalić od najgorszego."
"Nie zapominaj, że zdrowie jest najwyższą ceną, jaką możesz zapłacić za zmartwienia. 'Ci, którzy nie potrafią walczyć ze zmartwieniem, umierają młodo."

No dobrze- martwimy się, bo mamy realne kłopoty. Jak je rozwiązać?

"Zbierz fakty. Pamiętaj, połowa zmartwień na tym świecie powodowana jest przez to, że ludzie usiłują podejmować decyzję, zanim posiądą wystarczającą wiedzę, na której mogliby swoje decyzje oprzeć. Po dokładnym przeanalizowaniu faktów, podejmij decyzję.
(
Często po zebraniu wszystkich faktów, rozwiązanie przychodzi samo).
Gdy już ją podejmiesz, działaj!"

Dalej autor stara się nam pomóc w pozbyciu się nawyku martwienia. Zauważa:

"Jest całkowicie niemożliwe, aby  ludzki umysł, nawet najbystrzejszy, zajmował się więcej niż jedną rzeczą naraz". "To samo dotyczy uczuć. Nie możemy jednocześnie być podnieceni i z entuzjazmem oczekiwać czegoś oraz czuć się wyczerpani i pełni smutku. Jedno wyklucza drugie". 

Zajmijmy się więc czymś! Ale już! Do roboty! :P

Zapraszam również do drugiej części notki: "Jak przestać się martwić i zacząć żyć"- (część 2).

czwartek, 14 lipca 2016

Odgitarowe dziwactwa

Zastanawiam się czy zawsze tak miałam, czy od czasu, kiedy zaczęłam grać , a może gra jedynie uświadomiła mi o tym fakcie... <mysli>.
Nie wiem czy jest to tylko moim małym dziwactwem, ale ja na ładne dłonie mogłabym gapić się tak, jak na kwiat róży, albo no nie wiem.. na obraz? 
Lecz spokojnie, nie atakuję ludzi z tekstem: "pokaż dłonie, albo strzelam!" :P Chodzi mi raczej o zdjęcia, szkice, rzeźby dłoni, dłonie w tańcu, itp. Jak wiele można wyrazić dłońmi: zmysłowość, napięcie, strach, otwartość, złość, bezbronność, drapieżność, etc. 
A jakże miło jest popatrzeć, jak palce lewej ręki tańczą z gracją baletnicy po gryfie, POEZJA!
Kiedyś nawet zainspirowało mnie to do wykonania tego oto rysunku:



Teraz niestety z powodu swoich zawodowych obowiązków gram dużo mniej, ale zakręcenie na tym punkcie pozostało.
Podzielcie się swoimi odgitarowymi nawykami, jeśli takowe macie. A może z racji swojego zawodu, wykształcenia, zainteresowań macie inne specyficzne przyzwyczajenia?



wtorek, 12 lipca 2016

Zestaw podróżnika

Każdy introwertyk przewietrzyć głowę musi, więc czas na wycieczkę!
Jesteśmy w środku sezonu wakacyjnego, zatem temat na czasie. Myślę, że przydatny zarówno dla dziewczyny jak i chłopaka. Ale wcześniej przydługo- krótki wstęp ;)

Mam jakąś dziwną słabość do rzeczy w wersji mini. I o ile mogę, to staram się tę słabość poskramiać, bo nie jestem przecież milionerem. Nie lubię też, kiedy odkrywam, że dana rzecz, zajmująca miejsce w mym domu, nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Nie lubię, co nie znaczy, że takowych nie posiadam, bo niestety zdarzają się takie zakupy. Natomiast niedawno odkryłam w Rossmannie półeczkę z przedmiotami, które na pewno znajdą u mnie zastosowanie. Jakoś wcześniej przemykałam obok i nie zwracałam na nie uwagi.
Wyobraźmy sobie sytuację, że szykujemy się na wyjazd. W domu mamy wielką butlę swojego ulubionego szamponu i również nie mniejszą butelkę żelu pod prysznic. Wszystkie małe szamponiki, jakie są w sprzedaży, są nie z tej firmy, bądź nie z tej linii, jaką sobie upodobaliśmy.
Wtedy przychodzi z pomocą taki oto praktyczny zestaw podróżnika, który ostatnio skompletowałam:


Można sobie przelać dowolną ilość szamponu czy płynu do mycia (toniku, mleczka, wody po goleniu itp., itd.) do tych lekkich plastikowych buteleczek o pojemności 100 ml. Mamy opcje z pompką lub bez.



Niżej widać mini pojemniczek. Świetnie sprawdza się do zabrania ze sobą niewielkich ilości podkładów,  kremów lub innych mazideł, gdy na przykład upakowane są  one w szklane, ciężkie butelki. Oszczędność miejsca i redukcja wagi bagażu- super!


A oto szczoteczka, na którą miałam chrapkę, od kiedy moja dobra koleżanka, zapalona koncertowa podróżniczka, mi o niej powiedziała. Czyli gdzieś od roku... Kompaktowa- świetnie! Mogę ją sobie wrzucić do kosmetyczki z innymi rzeczami i mi niczego nie pomoczy, a i zmieści się do niewielkiej torebki. Nawet do kieszeni!




A na koniec pakuję całość do przezroczystej kosmetyczki. Wszystko widać, więc i grzebania mniej. Plastikowa, to nic mi nie przemięknie, jak  pod prysznicem spadnie czy cuś.


Takie małe pojemniczki (i zapewne resztę powyższego asortymentu) można upolować też na Allegro, o czym dowiedziałam się dzięki jednej z moich ulubionych Youtuberek. Jeśli chcecie poznać jeszcze inne zastosowania takich gadżetów (coś bardziej dla dziewczyn) to klikajcie tutaj.

niedziela, 10 lipca 2016

Nie śmiejcie się z zaspanych ludzi

Kolejna (nie)śmieszna historia. Taka trochę w klimacie 'leniwych niedziel'.

Jak w tytule: nie śmiejecie się z zaspanych ludzi, bo... Wam też może się to przydarzyć. Już wyjaśniam co. Lubię oglądać filmy, zwłaszcza wieczorem, kiedy jest na to trochę czasu. I w wygodnej pozycji. Zwłaszcza pozycja leżąca jest bardzo kusząca, ale jest też ryzykowna z racji 'zbyt wielkiej' wygody. Nie muszę tłumaczyć, że oko może się wtedy przymknąć. Tak jak mi... No i podczas takiego seansu, usłyszałam w pewnym momencie: 'Nie śpij!', na co odparłam: 'Oglądam, oglądam'. Po czym otworzyłam oczy, a tam: film się dawno skończył, napisy końcowe przeleciały i widniał czarny ekran. Tak oto gorliwie zapewniałam, że oglądam ciemny monitor. Damn it! :P

sobota, 9 lipca 2016

Zza okna

Jestem osobą, której ciągle coś się śni (lubię sobie pospać, to i śni mi się sporo- co ja się dziwię :P ) Niektóre z tych moich sennych wizji nadałyby się wręcz na scenariusz do jakiegoś horroru czy dreszczowca. A o teksty jakie mi się czasem we śnie urodzą, to sama siebie bym nie posądzała. Nie wiem skąd one się biorą ;) Natomiast niektóre bliskie mi osoby uparcie twierdzą, że nie pamiętają, co im się śniło. Albo nie chcą się podzielić chytrusy. A ja się podzielę! Podzielę się wierszem, jaki napisałam pod wpływem jednego z takich snów. Nie uważam się za poetkę, ale może komuś przypadnie on do gustu.

Zza okna

panika samotności zmroziła mi serce
dokoła cisza
cisza spowiła przestrzeń

kroczę ostrożnie, chyba czegoś szukam
drewniane drzwi
otwarte, nie zapukam

garstka ludzi, mroczne zgromadzenie
dla mnie: tłum
iskra nadziei zgaszona milczeniem

wysocy i niscy, z urodą starczą
z przyklejonym uśmiechem
są też inni: z kamienną twarzą

nieporuszeni krzykiem strażnicy
niewzruszeni jak puste zbroje
stoją. wokół cichej tajemnicy

wciąż nie pada ni słowo jedno
tylko dlaczego?!
przychodzi mi na myśl: PIEKŁO

i postać w cieniu, bez jednego oka:
nie mów,nie mów kto przychodzi do ciebie zza okna...

Więc? Co dziś było tematem Waszych snów?

piątek, 8 lipca 2016

Pogoda ducha i samoleczenie

Dziś piątek! Rzecz sama w sobie optymistyczna, ale gdyby ktoś potrzebował dodatkowej dawki pozytywnej energii to śpieszę z pomocą. Będzie to uzupełnienie posta Jak zbudować poczucie własnej wartości.
Zatem aby zachować pogodę ducha staraj się stosować do poniższych rad.

  • " Dostrzegaj to, co dobre i piękne; często mów o tym; staraj się, by to przeważało w rozmowach, które prowadzisz."
  • "Szukaj dobrych stron nawet w tym, co trudne; stosuj sformułowanie 'przynajmniej', ono nada pozytywny kierunek Twoim rozważaniom (np. 'Straciłem pracę, ale przynajmniej nauczyłem się w niej programowania', 'Obraziła się na mnie, ale przynajmniej udało mi się jej powiedzieć, co czuję, kiedy na mnie krzyczy')."
  • "Bądź cierpliwy, efektów działań dopatruj się w długiej, a nie krótkiej perspektywie."
  • "Unikaj ironii, sarkazmu, cynizmu."
  • "Nie zabawiaj innych na siłę, rób to tylko wtedy, gdy sprawia to tobie oraz innym przyjemność; pogoda ducha to nie to samo, co rozśmieszanie i dowcipkowanie."
  • "Staraj się być ciepły i łagodny, a nie wytykać i krytykować."
  • Nie musisz być gwiazdą kabaretu- bądź sobą, tam, gdzie czujesz się swobodnie, dziel się swoim humorem, tam, gdzie jesteś spięty, śmiej się do siebie w duchu."
  • "Dostrzegaj absurdy życia i miej odwagę się z nich śmiać, śmiech w takich sytuacjach pomaga bardziej niż złość."
  • "Podchodź do nieszczęść ze spokojem, kieruj się zasadą 'nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło'."
  • "Przechowuj w pamięci rozśmieszające cię sytuacje, słowa, wracaj do nich tak, jak się sięga po batona, kiedy potrzebna jest energia."
Taaak, czujecie to? Plusy, plusy, szukamy plusów! Dziś tylko dodajemy, odejmowania nie uskuteczniamy ;)
Wspomnę jeszcze o opisanym w książce ćwiczeniu "Ale numer". Nie będę go cytować, a o nim opowiem. Ćwiczenie stosowałam w sumie nieświadomie w ramach 'samoleczenia', które sama sobie wypracowałam.
Chodzi o to, aby nie patrzeć na swoje niepowodzenia i wpadki w czarnych barwach i się nieustannie za to biczować (najlepiej pokrzywą :P ), bo to prowadzi moim zdaniem do coraz głębszego obniżenia nastroju, a możemy się domyślić co nam może uczynić taki długo utrzymujący się stan.
Ja staram się siebie wyobrazić jako bohatera filmowej komedii. Wizualizuję w głowie scenę jak popełniam daną wpadkę, a widzowie się śmieją serdecznie. I sama się uśmiecham.
Wyciągnąć z sytuacji wnioski. Zapamiętać. Śmiać się, nie dołować.- tak w skrócie mogę przedstawić moją receptę, potwierdzoną książkowo.
Co do zapamiętywania rozśmieszających sytuacji lub słów: ja je sobie nawet zapisuję. Mojego kolegę rozśmieszają na przykład wyrazy 'rajstopy' albo 'mikrofibra' :D
A Was?

czwartek, 7 lipca 2016

Z czymś, bez tego czegoś


Z cyklu (nie)śmiesznych historii.
Na wielu przyjdzie moment, że będzie trzeba zrobić badania w sanepidzie, w celu podjęcia pracy. Wydawałoby się, że nie można zapomnieć wziąć ze sobą rzeczy najważniejszej. Ano można... Nie ma to jak jechać gdzieś, z czymś, ale bez tego czegoś... Byłam prawie u kresu podróży do sanepidu,  kiedy zorientowałam się, że nie wzięłam ze sobą próbek do analizy.
Ehhh... skleroza nie boli, tylko trzeba się nachodzić. W przyszłości muszę chyba przyczepiać fiszki na framudze drzwi wyjściowych z napisem: 'A próbki to wzięłaś??'
A Wy czego najczęściej zapominacie?

środa, 6 lipca 2016

"Jak zbudować poczucie własnej wartości"

Mam w rękach książkę autorstwa Doroty Gromnickiej.


We wstępie autorka m.in pomaga w odpowiedzi na pytanie, kto szczególnie powinien przeczytać tą pozycję:
"Czy ta książka jest dla ciebie?
Tak, jeśli dotyczy cię któraś z wymienionych poniżej sytuacji:

  • źle się ze sobą czujesz;
  • jesteś na ogół z siebie niezadowolony
  • nie poznałeś jeszcze swojej wartości
  • chcesz się czuć godnie;
  • chcesz mieć źródło oparcia w sobie;
  • czujesz przymus zadowalania innych;
  • nie potrafisz zadbać o swoje dobro;
  • uważasz, że jesteś do niczego, bezużyteczny, głupi;
  • trudno ci stwierdzić, do czego masz prawo;
  • jesteś niepewny, uległy, 'mało wyraźny';
  • tworzysz dystans, nie potrafisz okazywać ciepła;
  • na zagrożenie reagujesz agresją;
  • tkwisz w niszczących cię relacjach, powielasz negatywne zachowania;
  • jesteś przekonany, że nie zasługujesz na szczęście, pomoc;
  • masz kłopot z zachowaniem równowagi między dawaniem i braniem."

Dalej zwróciłam uwagę na zacytowane w książce słowa Phila Bosmansa Być człowiekiem:

"Człowieku, jesteś cudem tego świata. Jesteś kimś jedynym, niepowtarzalnym, niezmiennym. Dlaczego nie podziwiasz, nie radujesz się wielkością twego [...] człowieczeństwa?"

Kiedy już trafiłam na tą książkę i ten cytat, to często do niego wracałam. Pomagał mi. I nadal pomaga, bo miałam czas, że w paru dosyć ważnych sprawach życiowych poniosłam klęskę. Może nie jakąś kompletną, ale na pewno nie był to sukces. Wiadomo, że pasmo niepowodzeń wiary we własne siły nie podnosi. Niestety ja się dodatkowo w tym jakoś zaplątałam. Doszło do tego, że miałam poczucie, że jakiekolwiek zadanie od losu otrzymam, to zrobię je nie tak albo nie w stu procentach. Więcej! Uważałam, że wszyscy dookoła sobie jakoś z tym poradzą, a tylko mnie dotknęła wszechobezwładniająca niezaradność. Przez to czułam jakiś taki bezsens, że 'ja nie mam prawa', że 'po co ja tu', że 'o matko, może ja jednak zrezygnuję'. Pamiętajcie! "Mam prawo do istnienia, życia, marzeń, swoich potrzeb" i każdy ma ;)

Dalej znajduje się prosty test określający temperament czytelnika. Został podzielony na części dotyczące reaktywności emocjonalnej, aktywności, wytrzymałości, wrażliwości sensorycznej, żwawości, perseweracji. Ja lubię takie testy robić i sprawdzać na ile zgadzam się z ich wynikiem.
Podsyłam również link do ciekawego testu z Internetu z jakim się ostatnio spotkałam: Darmowy test osobowości

Na dłużej zatrzymałam się przy rozdziale o świadomości. Świadomości, czyli wiedzy kim się jest, co się robi i po co to się robi. To także umiejętność bycia tu i teraz. Właśnie to tu i teraz często sprawia mi kłopoty. Łapię się np. na tym, że długo czekałam na jakąś chwilę, ta chwila przeminęła, a ja właściwie nie umiem powiedzieć konkretnie co wtedy robiłam, co czułam. Chwila się zlała w jedno i przepłynęła mi przez palce. Tutaj chcę polecić Wam pewne ćwiczenie:

"Czekolada
Weź kawałek czekolady i usiądź w zacisznym miejscu. Patrz na niego, odganiaj wszystkie myśli, które przychodzą ci do głowy. Niech będzie w niej tylko ten kawałek czekolady. To twoja chwila, w której jesteś ty i kawałek czekolady. Zamknij oczy i spróbuj poczuć jego zapach. Nie myśl. Jesteś tylko ty i zapach czekolady. Weź czekoladę do ust. Nie śpiesz się. Zatrzymaj się przy jej smaku. Jesteś tylko ty i smak czekolady. Poczuj jego głębię.

Przy wykonywaniu tego polecenia mogły cię nachodzić obrazy, skojarzenia, myśli zupełnie niezwiązane z poleceniem. To są rozproszenia, które uniemożliwiają dostosowanie działania i reagowanie odczuciami adekwatnie do sytuacji, w której jesteś. Naucz się oddzielać to, co jest doświadczaniem rzeczywistości, od tego, co cię od niej odciąga i czyni mniej sprawczym, bo nieobecnym."

" Gdy przyzwyczaisz się do danego stanu rzeczy, zaczynasz odtwarzać swoje rytuały; możesz nie zauważać, jak ucieka z ciebie ciekawość, radość, a z relacji, jaką tworzysz z bliską osobą- zainteresowanie, troska. Świadomość utrzymuje naszą uwagę przy tym, co jest ważne, i motywuje do reakcji".

Mam nadzieję, że komuś z Was także pomogą wybrane przeze mnie fragmenty :) A może kogoś zachęciłam do przeczytania książki w całości?

Ciąg dalszy tutaj:Pogoda ducha i samoleczenie.

wtorek, 5 lipca 2016

Pa, pa walizko!

Jestem zmuszona zacząć od wstępu "za górami, za lasami"...
... miała swój dom rodzinny Introkosmitka, czyli ja!
 Studiowałam, a teraz również pracuję w innym mieście niż się wychowywałam, więc często w weekendy podróżuję pociągami. Czasem biorę ze sobą walizkę i torebkę, a czasem wystarczy mi jedynie torebka. Sytuacja, którą opisuję miała miejsce kiedy już zaczęłam pracę. Wcześniej widać, byłam jakoś bardziej ogarnięta :P
 Dzień wczesnojesienny, dosyć miły. Jechałam do domu na weekend. W pociągu oczywiście myślami byłam gdzieś daleko, może nawet na trochę zasnęłam, jak to mam w zwyczaju robić w komunikacji (bez różnicy, czy publicznej, czy prywatnej). Dojechałam! Zabrałam swoją podręczną torebkę, a kierując się do wyjścia, obejrzałam za siebie, by sprawdzić czy nic nie zostało na siedzeniu. Nic nie zostało. Wysiadłam. Szłam wzdłuż pociągu,  w bursztynowym świetle późnego popołudnia, w stronę wyjścia z peronu. Dobrze mi było :P I tak sobie myślę, że jakoś mi tak pusto w rękach. Ale nieee, bo brałam tylko torebkę. A nie! O Jezusie! Przecież wzięłam też walizkę!!! Położyłam na górnej półce, żeby nie przeszkadzała! W tył zwrot! Chciałam się po nią wrócić do wagonu, kiedy nagle... pociąg ruszył. I już się nie zatrzymał.
 Tak oto moja walizka pojechała do Ostrowa Wielkopolskiego.
 Historia na szczęście dobrze się skończyła, bo bagaż do mnie wrócił. Ale szok w jakim byłam pozostanie szokiem :P

Czy tylko mnie się zdarzają takie historie?

poniedziałek, 4 lipca 2016

Niedzielna zawiecha, czyli moje rozmyślania nad pięknem

Zaryzykuję postawienie takiej hipotezy:
Myślę, że większości osób, które nauczyły się dostrzegać piękno szeroko pojętej sztuki i miłują  się w jej podziwianiu, prędzej czy później przestanie wystarczać sama kontemplacja i zapragną coś samemu stworzyć (i to bez względu na osobiste zdolności).
Bo kiedy coś się tworzy, towarzyszy temu wspaniałe uczucie, CO NAJMNIEJ tak przyjemne, jak przy podziwianiu dobrego dzieła. Coś bliskie lataniu, takie flow.
Gdy oglądamy np. piękny obraz lub słuchamy prześwietnej solówki gitarowej i odkrywamy schodek wyżej w naszej skali podziwu, zaczynamy pragnąć by odbyć lot zbliżony wysokością do tego utworu. Z drugiej strony świadomość naszych aktualnych możliwości czy ograniczeń sprawia czasem ból. Ekstaza i cierpienie zarazem (swoją drogą połączenie iście fascynujące). 
Dobrze jest, gdy ta nutka goryczy mobilizuje nas do dalszego samodoskonalenia.






Moja powyższa praca nie jest jakimś wybitnym rysunkiem. Podczas rysowania (i grania ;)) staram się zapomnieć o świetnych osiągnięciach innych ludzi i cieszyć lotem na własnym poziomie. Dzięki temu mogę poczuć się wtedy wolna, jak ten orzeł na obrazku. Dopiero po dokończeniu pracy przychodzi czas na ocenę, porównanie z innymi i wyciągnięcie wniosków co poprawić.




To tylko takie moje przemyślenia. Chętnie zapoznam się z Waszym zdaniem :)

niedziela, 3 lipca 2016

„Dary niedoskonałości
Jak przestać się przejmować tym, kim powinniśmy być, i zaakceptować to, kim jesteśmy"

Przedstawiam pigułkę z tytułowej książki autorstwa Brene Brown.
(Co to jest pigułka?)




Powyższą pozycję czytało mi się dość lekko i z przyjemnością, a niektóre fragmenty były wręcz gotowymi receptami na niektóre zagwozdki życia codziennego. Wiadomo, że introwertycy mają w zwyczaju często roztrząsać różne kwestie, ale z tego roztrząsania nie zawsze i nie od razu wypływają jakieś konkluzje. Tutaj natrafiłam na kilka. Jest!!! Czytając, można było też sobie uświadomić rzeczy nad którymi się do tej pory nie zastanawiało. Ja czytając często mruczałam pod nosem: 'O kurcze, faktycznie tak jest'. 
Poniżej cytaty, które sobie zaznaczałam podczas lektury.

ROZDZIAŁ:< Rozwijajmy odporność duchową
I odrzucajmy obezwładniającą bezsilność

"Znieczulenie złego, znieczula też dobre"

Oj tak… kiedy  np. ignorujemy zachowania drugiej osoby, które nas zabolały lub, gdy nie chcemy zagłębiać się w swoje niemiłe odczucia towarzyszące jakiejś sytuacji, ślizgamy się po nich powierzchownie, a gdy robimy to coraz częściej, to potem można się złapać, że również w chwilach radosnych włącza nam się automatycznie jakiś hamulec i nie umiemy już lub trudniej nam cieszyć się czymś w stu procentach, czuć coś całym sobą. Bo…


"Radość jest uczuciem równie groźnym i „kolczastym”, jak złe emocje. Jeśli bardzo kogoś kochamy i wierzymy mu całym sercem albo też chcemy cieszyć się chwilą i w pełni angażować się w niepewne życie, musimy przygotować się na chwile słabości i ból.
Nie możemy sporządzić listy wszystkich złych emocji i powiedzieć, że tylko te chcemy znieczulić, a następnie w pełni angażować się w pozytywne."

"Bez celu, znaczenia i perspektywy łatwo stracić nadzieję i zacząć znieczulać wszystkie nasze emocje lub stanąć bezradnie w obliczu trudności."

ROZDZIAŁDbajmy o wdzięczność i radość
I pozbywajmy się poczucia nietrwałości i strachu przed ciemnością

"By naprawdę czuć przynależność, muszę być prawdziwa, a do tego jest mi potrzebne ćwiczenie miłości do samej siebie."

"Wdzięczność bez okazywania pozostaje równie martwa , jak wiara bez uczynków."


Możemy być wdzięczni losowi za to co nam zsyła lub osobie np. za to, że jest. Jak ją okazywać? Jak najprościej, jak w danej chwili chcemy. Podskoczmy, wyszepczmy „yes, yes, yes!” :P, wyszczerzmy się do siebie w odbiciu szyby wystawowej, uściśnijmy kogoś, dajmy całusa, puśćmy oko. Można też inaczej. Napiszmy wiersz, skomponujmy piosenkę, prowadźmy pamiętnik, uprawiajmy jogę  lub inaczej łączmy swą energię z energią wszechświata ;)

Zacytowana w książce Modlitwa o pogodę ducha:
Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmienił to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”.

ROZDZIAŁ: Wykorzystujmy naszą kreatywność
I przestańmy się porównywać z innymi

"Porównania zabierają radość."

"Kreatywność, która stanowi wyraz naszej wyjątkowości, pomaga skoncentrować się na tym, że to, co możemy dać światu, jest całkowicie oryginalne i nie powinno się tego z niczym porównywać”

ROZDZIAŁ: Dbajmy o zabawę i wypoczynek
I zapomnijmy o wyczerpaniu jako wyznaczniku naszego statusu i wydajności, która ma określać naszą wartość

"Jeśli uszanujemy naszą biologiczną potrzebę zabawy, może to korzystnie wpłynąć na pracę."

"Prawdziwa zabawa, która bierze się z naszych wewnętrznych potrzeb i pragnień, jest jedynym sposobem na to, by znaleźć prawdziwą radość i satysfakcję z wykonywanej pracy."

"Odpowiadać spokojem na czyjś niepokój."

ROZDZIAŁ: Zadbajmy o to, by naszemu życiu towarzyszyły śmiech, śpiew i taniec
I zapomnijmy o tym, że zawsze musimy być fajni i nad wszystkim panować

"Jeśli nie pozwalamy na wolność sobie samym, nie będziemy też tolerować tej wolności u innych. Zaczniemy ich poniżać, wyśmiewać i starać się zawstydzić."

Zacytowane w książce powiedzenie Indian Hopi: 
"Jeśli ktoś widzi nasz taniec, słyszy mowę naszych serc."

Zacytowany w książce Mark Twain:
"Tańcz tak, jakby nikt cię nie widział.
Śpiewaj, jakby nikt cię nie słyszał.
Kochaj, jakby nikt cię nie skrzywdził, i żyj tak, jakby to był Raj."


"W mojej rodzinie zaczęliśmy na przykład włączać muzykę w kuchni przy sprzątaniu po posiłkach. Tańczymy wtedy i śpiewamy, co z kolei powoduje wybuchy śmiechu. "

Chętnie dowiem się czy i na Was wybrane przeze mnie fragmenty zrobiły wrażenie, polepszyły nastrój, skłoniły do refleksji czy też cokolwiek zrobiły innego ;)